Jaki jest kształt jądra?
Najczęściej przyjmujemy, że jądro ma kształt kuli. Ale być może koniecznym warunkiem istnienia ciężkich jąder jest spłaszczony lub wydłużony kształt. Fizycy uważają, że mogą one istnieć właśnie dzięki tym kształtom, bowiem one gwarantują optymalne rozłożenie sił działających wewnątrz jądra. Ponadto, nietrwałe superciężkie jądro, rozpadając się, musi nie tylko odrzucić część swojej masy i energii, ale także zmienić kształt, co trwa zwykle nieco dłużej i może sprawić, że twór taki będzie istniał dłużej.Natomiast polscy naukowcy prof. Jerzy Dudek z Uniwersytetu Louisa Pasteura w Strasburgu i prof. Andrzej Góźdź z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie twierdzą, że jądra atomowe mogą mieć kształt zbliżony do czworościanu foremnego - równobocznej piramidy o trójkątnej podstawie! Odkrycie Polaków może zmienić kierunek badań nad superciężkimi pierwiastkami.
Wiadomo wszak, że nie ma bryły bardziej zwartej niż kula. Ona ma najmniejszą powierzchnię ze wszystkich brył o tej samej objętości, jest więc najbardziej ekonomicznym kształtem powszechnie przybieranym w naturze przez wszelkie twory złożone z małych cząstek utrzymywanych razem siłami spójności: pęcherzyki powietrza, krople wody, planety czy gwiazdy. Z tych samych powodów uważano dotąd, że jądro - złożone z protonów i neutronów zespolonych siłami jądrowymi - też powinno przybierać kształt sfery, dysku lub rozciągnięcie w długie cygaro.
Największe jądra są złożone z grubo ponad 200 nukleonów (protonów i neutronów). Pełen matematyczny opis takiego układu polegałby na określeniu ruchu wszystkich nukleonów powstającym pod wpływem ich wzajemnego oddziaływania. Wiemy jednak, że w ogólnym wypadku zagadnienia takiego nie daje się ściśle rozwiązać nawet dla trzech ciał - ani w mechanice klasycznej, ani kwantowej - nawet jeśli oddziaływanie jest stosunkowo proste. Tymczasem oddziaływanie między nukleonami (siły jądrowe) jest skomplikowane i nie w pełni jeszcze poznane. Trzeba więc uciekać się do uproszczeń, przybliżeń, symulacji komputerowych.
Polacy po raz pierwszy wykazali, że możliwe są stabilne jądra o innych symetriach niż kuli czy elipsoidy. Czworościenne jądra powinny mieć jądra, w których liczba protonów lub neutronów (a najlepiej obydwie naraz) jest równa tzw. magicznej liczbie symetrii tetraedralnej: 20, 32, 40, 56, 70, 90, a więc:wapnia (20 protonów) - budulca skorupy ziemskiej;
germanu (32 protony) - bardzo drogiego metalu, z którego budujemy wysokiej jakości detektory do wykrywania promieniowania elektromagnetycznego;
cyrkonu (40 protonów) - który jest klejnotem w drogich biżuteriach;
baru (56 protonów) - używanego w niektórych związkach pirotechnicznych i farbach;
iterbu (70 protonów) - dobrego surowca na magnesy;
toru (90 protonów) - pierwiastka rozszczepialnego.
Jądra o tak dziwnym kształcie, jak przewidują Polacy, powinny się obracać wokół pewnych tylko osi, wysyłając promieniowanie gamma o charakterystycznej częstotliwości. Fizycy z kilku grup (głównie w USA) próbują wykryć istnienie takich obiektów w mikroświeciaktywnie.
Jeśli uda się potwierdzić istnienie tych "czworościennych" jąder, to jeszcze bardziej oddalimy się od wizji z początków zeszłego wieku, kiedy atom wyobrażano sobie na kształt miniaturowego Układu Słonecznego. Tymczasem ani elektrony nie chcą grać roli planet obiegających jądro atomowe (już dawno temu przekonano się, że nie zajmują określonego miejsca na orbicie), ani też teraz kanciaste jądro atomowe nie za bardzo pasuje do kulistego Słońca.
Czy uda się wykorzystać reakcję termojądrową?
![]() |
|
Urządzenie do utrzymywania plazmy w bardzo wysokiej temperaturze
|
Do reakcji termojądrowej syntezy udało się doprowadzić dopiero na początku lat 90. Najpierw w europejskim akceleratorze znajdującym się w Oxfordshire w Anglii, nazywającym się JET (Joint European Torus)- tokamaku (JET), a potem w Princeton. Jednak Tokamaki na razie potrzebują około dwukrotnie więcej energii niż jej wytwarzają.
Reaktor termojądrowy ITER
![]() |
|
|
Projekt reaktora ITER. Będzie to najbardziej skomplikowane urządzenie w dziejach ludzkości. W środku widać przekrój przez otoczoną elektromagnesami komorę plazmową. Na dole sylwetka ludzka
|
Reaktor składa się z 25 gigantycznych elektromagnesów, z których największy waży 840 ton. Powstające we wnętrzu maszyny pole magnetyczne (100 tysięcy razy silniejsze od ziemskiego) będzie ogromną niewidzialną pułapką. Uwięzione w środku paliwo zapłonie na podobieństwo Słońca, osiągając temperaturę 100 milionów stopni Celsjusza. Wyemitowana przez nie energia zostanie przekształcona w prąd - tak będzie działał ITER, eksperymentalny reaktor termonuklearny, drugi największy - po stacji kosmicznej Alfa - projekt naukowy w historii.
W ITERze plazma zapłonie na 500 sekund, w czasie których reaktor wyprodukuje 500 megawatów energii, dziesięć razy więcej, niż pobrał. Z tego będzie mógł oddać 25% mocy, bo reszta będzie konieczna do podtrzymania reakcji.
Paliwem dla reaktora będą łatwo dostępne deuter i lit. W każdym metrze sześciennym morskiej wody jest 30 gramów tzw. ciężkiej wody, czyli deuteru, który można łatwo odzyskać dzięki elektrolizie. Tryt, jeszcze cięższy brat deuteru, będzie uzyskiwany z litu. Energia wyprodukowana z zaledwie 10 gramów deuteru (500 litrów wody) i 15 gramów trytu (30 gramów litu) wystarczy, żeby zaspokoić życiowe zapotrzebowanie na energię przez przeciętnego mieszkańca nowoczesnego miasta.
Reakcja termojądrowa za pomocą lasera?
Za pomocą laserów można skłonić ciężki wodór do fuzji termojądrowej jak we wnętrzu Słońca i produkować energię na skalę przemysłową. Tak przypuszczają japońscy i brytyjscy zamieszczając artykuł we wrześniu 2002 na łamach czasopisma "Nature".
Na początku lat 70 próbowano wykorzystać promieniowanie laserowe, na tyle silne, by wybuchowo rozgrzać warstwę, która otacza wodorowe paliwo. Pomysł upadł, gdyż lasery były wtedy zbyt słabe, by dostatecznie mocno sprężyć gaz (wywołać silną implozję). Wrócono do niego w drugiej połowie lat 90., gdy udało się skonstruować lasery o ogromnej mocy petawata (10 do potęgi 15, a więc 1 000 000 000 000 000 watów).
Pierwsze eksperymenty były niezwykle obiecujące. Podgrzewano laserami małe kuleczki polistyrenu nasyconego deuterem, plastik zmieniał się w plazmę i eksplodował, a wnętrze kuleczki - tak jak oczekiwano - ulegało ściśnięciu. Jego gęstość wzrastała ponad tysiąckrotnie (litr tak ściśniętej wody ważyłby tonę!), a ciśnienie w samym środku sięgało biliona atmosfer. Przy takiej gęstości i ciśnieniu rozbłyskały też reakcje fuzji jąder deuteru. Przy tym cały eksperymentalny układ, w którym "zapalał się" ciężki wodór, był tani i mieścił się na biurku. To ogromny postęp w porównaniu do tokamaków - urządzeń rozmiarów sporego budynku kosztujących setki milionów dolarów. Wartość prądu zużywanego przez lasery była jednak wciąż wielokrotnie większa niż ewentualne zyski energetyczne czerpane z fuzji. Żeby bilans był dodatni, wnętrze deuterowych kulek trzeba by rozpalić do temperatury ponad 100 mln st.
Cóż więc robić? Poczekać na konstrukcję jeszcze potężniejszych laserów albo znaleźć sposób dodatkowego podgrzania ściśniętego wodoru. Właśnie tym ostatnim tropem poszła brytyjsko-japońska grupa fizyków z uniwersytetu w Osace.
W roli grzałki fizycy użyli dodatkowego lasera o mocy petawata, który podgrzewa kulkę w krytycznym momencie implozji. Promieniowanie wnika do samego środka kulki (gdzie gęstość jest największa) przez maleńki lejek ze złota. Taki impuls dostatecznie podgrzewa deuter i jest w stanie dokonać termojądrowego zapłonu we wnętrzu kulki. Czekamy na rezultaty eksperymentów.
Laboratoryjne minibomby wodorowe
![]() |
|
|
Ogólny widok Z-Maszyny
|
W Z-Maszynie naukowcy postanowili wykorzystać ten sam mechanizm, który prowadzi do wyzwolenia energii w bombie wodorowej, gdzie wodór jest otoczony gęstą plastikową pianą. Obok znajduje się "zwykła" bomba atomowa, która działa jak zapalnik. Intensywne promieniowanie X towarzyszące jej eksplozji dociera do warstwy plastiku jeszcze przed falą uderzeniową. W mgnieniu oka rozgrzewa go, zmienia w plazmę, która rozpręża się wybuchowo. Zostaje więc z ogromną prędkością odrzucona na zewnątrz, a jednocześnie zgodnie z trzecią zasadą dynamiki, działa przeciwna siła skierowana do wewnątrz, która spręża wodór (tj. doprowadza do jego implozji). Taki mechanizm wymyślił polski matematyk Stanisław Ulam, który wraz z Edwardem Tellerem pracował nad pierwszą amerykańską bombą.
![]() |
|
|
Z-Maszyna podczas pracy
|
![]() |
|
|
Klatka z pręcikami wolframu
|
Na kwietniowym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego naukowcy z laboratorium Sandia ogłosili, że w Z-Maszynie po raz pierwszy doprowadzili do syntezy. Zarejestrowali strumień neutronów, które - oprócz helu - są jednym z produktów reakcji. Ilość wyprodukowanej energii nie była imponująca - ledwie kilka milidżuli (mniej więcej miliardowa część kilowatogodziny). Ale ważniejszy jest sam fakt zademonstrowania, że reaktor działa.
Aby efekty były większe Z-Maszynę trzeba jeszcze rozbudować, żeby każdy jej impuls dawał dużo więcej energii. Potem można otoczyć ją cieczą, która będzie bombardowana neutronami z reakcji syntezy. Tak podgrzana ciecz doprowadzi do wrzenia wodę płynącą w drugim obiegu, a uzyskana para poruszy turbinami. Tak można sobie wyobrazić elektrownię termojądrową. Ale jest jeszcze mnóstwo problemów. Trzeba choćby wymyślić, jak wymieniać wolframowe wkłady ze zużytymi kapsułkami deuteru, żeby energia była produkowana nieustannie.
Reakcja termojądrowa za pomocą efektu piroelektrycznego
Kolejnym sposobem na syntezę termojądrową tanim kosztem ma być, jak poinformowano kwietniu 2005 roku w czasopiśmie "Nature", wykorzystanie efektu piroelektrycznego. Efekt piroelektryczny polega na wytwarzaniu przez niektóre kryształy napięcia po podgrzaniu. Przymocowana do kryształu wolframowa igiełka powoduje koncentrację pola elektrycznego do ogromnych wartości. We wnętrzu wypełnionego deuterem zbiornika powstają jony deuteru, które pod wpływem przyłożonego napięcia elektrycznego trafiają w warstwę stałego deuterku erbu. Dochodzi wtedy do syntezy termojądrowej, co potwierdza pojawienie się neutronów o odpowiedniej energii. Dokonał tego zespół Briana Naranjo z University of California w Los Angeles i udokumentował uzyskane wyniki w przekonywujący sposób.
Układ jest bardzo mały i nawet jeśli metoda nie nadaje się do wykorzystania w energetyce, można ją zastosować do generowania neutronów w laboratoriach, a może nawet jako rodzaj napędu miniaturowych statków kosmicznych.
Czy możliwa jest zimna fuzja?
![]() |
|
|
Zimna fuzja rzekomo zachodzi w słoiku z elektrodami zanurzonymi w ciężkiej wodzie
|
W 1989 roku Fleischmann i Pons z uniwersytetu w Utah ogłosili, że dokonali zimnej fuzji przeprowadzonej w temperaturze pokojowej podczas elektrolizy ciężkiej wody za pomocą palladowych elektrod. Stwierdzono wydzielanie nadmiarowej energii, co interpretowano jako zajście reakcji termojądrowej. W Utah otwarto pośpiesznie Instytut Zimnej Fuzji, na który przyznano 5 milionów dolarów grantu. Wybuchła badawcza gorączka, na całym świecie próbowano powtórzyć eksperyment, ale na próżno. Otrzymywane wartości są na granicy błędów. Po kilku miesiącach uznano to doświadczenie za nierealne i odmówiono dalszego finansowania. Jednak co jakiś czas powraca się do idei zimnej fuzji i prowadzone są sporadyczne badania.
Najbardziej obiecująca wydaje się synteza jądrowa katalizowana mionowo. W atomach deuteru trzeba zastąpić elektrony ujemnymi mionami. Mion jest 207 razy cięższy od elektronu, a więc atom mionowy deuteru jest znacznie mniejszy od zwykłego deuteru i może zbliżyć się do innego atomu deuteru na znacznie mniejszą odległość, pozwalającą na zajście syntezy jądrowej.
W innym pomyśle amerykańscy i rosyjscy naukowcy obliczyli, że reakcje kontrolowanej syntezy termojądrowej dałoby się przeprowadzać we wnętrzu malutkich pęcherzyków gazu poddawanych działaniu ultradźwięków.
Fala dźwiękowa nacierająca na wypełniony deuterem i trytem pęcherzyk zanurzony w ciekłym acetonie powodowałaby ściskanie bąbelka, a tym samym gwałtowny wzrost temperatury i ciśnienia w jego wnętrzu. Zdaniem autorów obliczeń wzrost byłby wystarczający do zapoczątkowania reakcji fuzji tych dwóch cięższych izotopów wodoru. Gdyby wszystko poszło tak, jak chcieli uczeni, świat zyskałby niemal nieograniczone źródło pół darmowej energii.
Niestety nic z tego. Z najnowszych obliczeń wykonanych przez prof. Kennetha Suslicka i opublikowanych na łamach "Nature" wynika, że temperatura wewnątrz bąbelka gazu zamiast sięgać niezbędnych milionów stopni, ledwie zbliża się do 20 tysięcy stopni Celsjusza.
Czekamy na nowe pomysły. Zimna fuzja teoretycznie jest możliwa - twierdzą fizycy.





