Eugene Paul Wigner (1902 - 1995)
Fizyk węgierski naturalizowany w USA, autor prac z zakresu fizyki matematycznej, głównie zastosowań teorii grup w fizyce jądrowej, dostał Nagrodę Nobla z fizyki w 1963 roku za podanie zasad rządzących oddziaływaniami protonów i neutronów w jądrze.
Podczas drugiej wojny światowej Wigner brał udział w Projekcie Manhattan. Ze względu na tajność badań zatrudnieni tam uczeni otrzymali pseudonimy. Wigner i Fermi otrzymali prawdziwe amerykańskie nazwiska. Wigner nosił nazwisko Eugene Wagner, a Fermi Henry Farmer. Pewnego dnia gdy jechali razem drogą dostępną tylko dla nielicznych, na punkcie kontrolnym strażnik zapytał Wignera o nazwisko.- Wigner, nie, przepraszam, Wagner.
Strażnik oczywiście zauważył węgierski akcent Wignera. Spojrzał na niego podejrzliwie i zapytał surowo:
- Czy Pan się naprawdę nazywa Wagner? Wigner zaniemówił, ale Fermi wyratował jego. Z przekonaniem i naciskiem powiedział:
- Jeżeli on się nie nazywa Wagner, to ja nie jestem Farmer - i strażnik ich przepuścił.
Wigner wyróżniał się niezwykłą skromnością. Był kompletnie zaskoczony, kiedy w grudniu 1963 roku przyznano mu Nagrodę Nobla z fizyki. We wspomnieniach napisał:
- Miałem wątpliwość, czy zasłużyłem na Nagrodę Nobla. Przyszło mi wtedy na myśl stare niemieckie przysłowie: głupi mają szczęście.
John von Neumann (1903 - 1957)
Matematyk i informatyk węgierski naturalizowany w USA, zajmował się logiką matematyczną, teorią mnogości, teorią liczb, stworzył podstawy matematyczne mechaniki kwantowej, twórca teorii gier i teorii automatów, jeden z pionierów informatyki, brał udział w budowie bomby atomowej, projektach rakiet balistycznych oraz w projekcie budowy bomby wodorowej.
Von Neumann był cudownym dzieckiem i wcześnie wykazał geniusz matematyczny. Mając 6 lat dzielił w pamięci liczby ośmiocyfrowe. W wieku 8 lat znał już rachunek różniczkowy i całkowy. Jego rodzice zaniepokojeni tak wczesną fascynacją matematyką, próbowali początkowo odciągnąć syna od tej "niepraktycznej" dziedziny.Jak to zwykle bywa u geniuszy, von Neumanna był bardzo roztargniony. Pewnego razu wybrał się do Nowego Jorku samochodem, ale za jakiś czas zadzwonił do żony z przydrożnej stacji benzynowej z pytaniem:
- Powiedz mi, po co ja właściwie mam jechać do Nowego Jorku?
Przy innej okazji siedząca w ogródku żona poprosiła go o przyniesienie jej szklanki wody. Von Neumann udał się do kuchni, ale za chwilę wrócił, pytając:
- Powiedz mi, gdzie są szklanki?
Mieszkał już wtedy w tym domu od siedemnastu lat! W gospodarstwie domowym był całkowicie zagubiony, nigdy nie wziął do ręki młotka ani śrubokręta.
Jeden z przyjaciół von Neumanna opowiadał, jak to przy pierwszych odwiedzinach został przez gospodarza przywieziony do jego domu samochodem. Chcąc następnym razem trafić tam samodzielnie, zapytał o adres, na co von Neumann bez namysłu odpowiedział: Trafić tu jest bardzo prosto, bo, jak widzisz, przed domem na murku siedzi gołąb.
Von Neumanna był słabym kierowcą i często miał wypadki, na szczęście niegroźne. W Princeton ochrzczono żartobliwie jego nazwiskiem jedno ze skrzyżowań, ponieważ miał tam kilka stłuczek. Von Neumann z właściwym sobie humorem opowiadał:- Jechałem wzdłuż drogi i drzewa z prawej strony mijały mnie w równym szeregu z szybkością 60 mil na godzinę. Nagle jedno z nich wystąpiło z szeregu i stanęło mi na drodze.
Pewnego razu jeden ze studentów zaczepił w korytarzu idącego szybkim krokiem von Neumanna.
- Przepraszam, profesorze von Neumann. Czy mógłby mi pan pomóc w pewnym problemie rachunkowym?
- Dobrze kolego, byle szybko. Jestem bardzo zajęty - odparł von Neumann
- Mam kłopot z tym zadaniem.
- Spójrzmy...
Po krótkiej chwili słynny matematyk stwierdza
- Odpowiedź brzmi dwa pi do potęgi piątej.
- Wiem panie profesorze, bo rozwiązanie jest na odwrocie. Mam problem jedynie z dojściem do takiego wyniku -odparł student
- Dobra, pokaż mi to jeszcze raz - zgodził się von Neumann
Po krótkiej pauzie stwierdza
- Prawidłowa odpowiedź to dwa pi do potęgi piątej.
Sfrustrowany już nieco student
- Ale ja znam odpowiedź. Chciałbym po prostu wiedzieć, w jaki sposób rozwiązać to zadanie... Zniecierpliwiony von Neumann zakończył
- Nie rozumiem o co ci już chodzi kolego, przecież przy tobie rozwiązałem to zadanie na dwa różne sposoby!
Alan J. Heeger (1936 - )
Amerykański fizyk, współodkrywca wraz Alanem MacDiarmidem i Hideki Shirakawą przewodzących polimerów, za co dostali nagrodę Nobla z chemii w 2000 roku.

Wszystkie ważniejsze odkrycia w laboratorium były fetowane przyjęciem w prywatnym domu Alana Heegera obowiązkową kąpielą w basenie. Ulubioną zabawą doktorantów było wpychanie swoich szefów i - jak się okazało - przyszłych noblistów do wody, zabawa nie do pomyślenia w ówczesnej (i chyba dzisiejszej) Polsce. Polscy profesorowie traktowali bowiem pracę naukową jak religijne powołanie, które wymagało powagi i skupienia. O ile typowy polski profesor traktował swoich doktorantów jak biskup kleryków, to jego amerykański kolega miał do nich stosunek jak trener do zawodników.
Alan G. MacDiarmid (1927 - )
Amerykański chemik, współodkrywca wraz z Alanem Heegerem i Hideki Shirakawą przewodzących polimerów, za co dostali nagrodę Nobla z chemii w 2000 roku.

W ostatnim ćwierćwieczu ogromnie wzrosła kultura techniczna, co wyraża się między innymi znacznie surowszymi przepisami BHP. Laboratoria Heegera i MacDiarmida, w których dokonano odkryć na skalę Nagrody Nobla, współcześnie zostałyby zamknięte w ciągu jednego dnia jako niebezpieczne. W tym czasie nawet w bogatej Ameryce przepisy BHP były dosyć liberalne. W laboratorium nierzadko dochodziło do drobnych wypadków, na szczęście bez żadnych poważnych konsekwencji. Pewnego dnia jeden z doktorantów, Marc Druy, skondensował niechcący dosyć niebezpieczny związek wybuchowy. Powstała panika, policja uniwersytecka odgrodziła laboratorium od reszty budynku, stawiając specjalne warty. Usunięcie niebezpiecznego związku wymagało ostrożnego przeniesienia reaktora chemicznego do wyciągu i otworzenia zaworu. MacDiarmid postanowił zrobić to sam. Ubrany w fartuch laboratoryjny, grube rękawice i w plastikowej osłonie na twarzy, bez maski gazowej wszedł w pole rażenia. Nagle zawahał się, cofnął i zażądał ode mnie dziennika laboratoryjnego o twardych okładkach. MacDiarmid zgrabnie wsunął sobie dziennik za pasek spodni, pouczając obecnych powiedział:
- W chwilach krytycznych naukowiec powinien w pierwszym rzędzie chronić swą męskość.
Jean Antoine Nollet (1700 - 1770)
Francuski fizyk, odkrył zjawisko dyfuzji cieczy i osmozy

Nollet wykonywał wiele doświadczeń publicznie, zwłaszcza z elektryczności (znano wtedy elektryzowanie przez tarcie). Stojąc na izolowanej podstawie eksperymentator wydobywał iskry z nosa obecnych, zapalał palne płyny iskrą z wyciągniętego palca, demonstrował "elektryczne" pocałunki. Wynalazek butelki lejdejskiej, pierwszego kondensatora pozwolił wykonywać bardziej efektowne doświadczenia. Wielki podziw budziło wtedy zabicie wróbla iskrą elektryczną z naładowanej butelki. Nollet wykonywał również efektowne doświadczenia z ludźmi. Ustawiał on szereg ludzi trzymających się za ręce i kazał pierwszemu z szeregu dotykać metalowego pręta wystawającego z naelektryzowanej butli. W tym momencie cały szereg podskakiwał, krzycząc z przerażenia. Największą próbę wykonano w klasztorze kartuzów, gdzie 700 mnichów trzymając się za ręce utworzyło łańcuch długości około 1800 metrów. Kiedy Nollet wyładował w ten łańcuch dużą butelkę lejdejską, wszyscy w jednym momencie podskoczyli z chóralnym okrzykiem.
Lord Rayleigh (John William Strutt) (1842 - 1919)
Fizyk angielski, prowadził prace w dziedzinie promieniowania cieplnego, akustyki i optyki, otrzymał nagrodę Nobla z fizyki za wyznaczenie gęstości kilku najważniejszych gazów i odkrycie (wspólnie z W. Ramseyem) argonu.

Rayleigha szczególną sympatią darzyła królowa Wiktoria. Podobno pewnego razu, obserwując, jak pali on fajkę, zażartowała, że nawet tak wybitny eksperymentator nie potrafi zważyć aromatycznego dymu, Rayleigh się z tym nie zgodził. Dla zabawy zrobiono zakład. R zważył dokładnie porcję tytoniu, nabił nią fajkę, a po skończeniu palenia dokładnie zważył popiół. - Różnica to właśnie ciężar dymu - rzekł triumfalnie do królowej. Ta ze śmiechem wręczyła jego wygraną i dodała: - Dotychczas widziałam tylko, jak ludzie puszczają z dymem pieniądze, teraz zobaczyłam, że można na dymie zarobić.
Graf von Rumford (Benjamin Thompson) (1753-1814)
Fizyk amerykański działający w Europie, polityk, i wynalazca i eksperymentator, przyczynił się do wyjaśnienia, czym jest ciepło, twórca mechanicznej teorii ciepła.

Rumford starał się każde zadanie rozwiązywać metodą naukową. Kiedy opracowywał mundury dla wojska, zaczął od eksperymentów na temat przewodzenia ciepła i wilgoci przez różne materiały. W trosce o rozwiązanie problemu biedoty żebrzącej na ulicach Monachium opracował specjalny skład i sposób przygotowywania pożywnej i niedrogiej zupy (kasza jęczmienna, groch, ziemniaki), którą potem rozdawano. Ta "zupa Rumforda" jest sławna do dziś w Niemczech. Napisał też, na przykład, prace o najlepszym sposobie parzenia kawy, o budowie ekonomicznej kuchni i o optymalnej szerokości kół powozu.
Walther Hermann Nernst (1864 - 1941)
Fizyk i fizykochemik niemiecki, zajmował się termodynamiką ciała stałego, elektrochemią i teorią roztworów, odkrył zjawisko termomagnetyczne, sformułował trzecią zasadę termodynamiki za co otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 1920 roku.

Walther Nernst, lubił ubarwiać wykłady anegdotami. Zwykł na przykład mawiać:
- Pierwszą zasadę termodynamiki znaleźli trzej fizycy: Mayer, Joule i Helmholtz; druga została sformułowana przez dwóch fizyków: Clausiusa i Thomsona. Trzecią zasadę odkryłem sam. Jak widać czwarta zasada dynamiki nie może więc istnieć.
Nernst pomylił się jednak. Fizykochemik amerykański Lars Onsager znalazł tak zwaną czwartą zasadę termodynamiki, co przyniosło mu nagrodę Nobla z chemii w 1968 roku.
Albert Abraham Michelson (1852 - 1931)
Fizyk amerykański urodzony w Strzelnie, otrzymał nagrodę za konstrukcję precyzyjnych przyrządów optycznych i wykonanie przy ich użyciu niezwykle dokładnych pomiarów spektroskopowych i metrologicznych.
Michelson otrzymał nagrodę Nobla w 1907 roku. W owym czasie zwyczaje były inne niż obecnie. Nazwiska laureatów ogłaszano dopiero podczas samej ceremonii wręczania nagród przez króla Szwecji, a laureatów zapraszanych do Sztokholmu proszono o zachowanie tajemnicy aż do ostatniej chwili. Na statku, którym Michelson płynął do Szwecji, doszło przypadkowo do ostrej kłótni między nim a innym pasażerem. Obaj panowie z ulgą przyjęli chwilę dotarcia do Göteborga, bo, schodząc na ląd, mogli się uwolnić od swego przymusowego towarzystwa. Ku swemu bezgranicznemu zdumieniu, spotkali się jednak ponownie, właśnie na ceremonii wręczania Nagród Nobla. Tym pasażerem okazał się Anglik Rudyard Kipling, laureat nagrody z literatury.Studiując w Akademii Morskiej Michelson wyróżniał się w boksie (był mistrzem uczelni), a także w fizyce. Na uroczystości rozdania świadectw komendant Akademii powiedział kadetowi Michelsonowi:
- Gdyby pan poświęcał mniej uwagi sprawom naukowym, a więcej morskiej sztuce artyleryjskiej, to mógłby się pan kiedyś nauczyć dostatecznie dużo, aby stać się przydatnym dla swego kraju.
Pierre de Fermat (1601 - 1665)
Matematyk i prawnik francuski, autor prac z dziedziny rachunku prawdopodobieństwa, teorii liczb (między innymi wielkie i małe twierdzenia Fermata), analizy matematycznej (metody znajdywania ekstremum funkcji) i geometrii analitycznej (równania krzywych stożkowych), w dziedzinie optyki sformułował zasadę Fermata (o najkrótszej drodze optycznej).
Fermat od niechcenia zajmował się zagadnieniami matematycznymi. Genialne nieraz rozwiązania zagadnień matematycznych umieszczał na marginesach czytanych przez siebie książek. Częstokroć notował tylko wyniki owych rozwiązań w postaci twierdzeń, bez żadnych dowodów i dowody te późniejsi znakomici matematycy musieli dopiero odszukiwać, zawsze przekonując się o ich słuszności. Fermat czytał sobie kiedyś, zapewne dla zabicia czasu, dzieło słynnego matematyka greckiego Diofantosa i przy ustępie traktującym o rozłożeniu kwadratu liczby całkowitej na sumę dwu kwadratów (to znaczy: z2 = x2 + y2) skreślił swym zwyczajem na marginesie notatkę tej treści:"... Tymczasem zupełnie niemożliwe jest rozłożenie sześcianu na sumę dwóch sześcianów ani potęgi czwartego stopnia na sumę dwóch potęg czwartych stopni, ani w ogóle jakiejkolwiek potęgi wyższego stopnia na sumę dwóch liczb w tejże potędze. Znalazłem istotnie zadziwiający dowód tego twierdzenia, ale brak tu miejsca, aby go umieścić".
Zdanie to nazwane później Wielkim twierdzeniem Fermata, od tej chwili stało się jednym z najbardziej znanych problemów matematycznych. Wywołało ono trwającą ponad trzysta lat burzę w środowisku matematycznym. Próby udowodnienia twierdzenia Fermata podejmowali znakomici matematycy. Euler wykazał je dla n=3, Dirichlet dla n=14 i n=5. W roku 1976 prawdziwość tego twierdzenia potwierdzona była dla wszystkich liczb mniejszych od 125 000, jednak wyniki te tylko częściowo odpowiadały na pytanie, czy Fermat miał rację. Kilkakrotnie ogłaszano, że twierdzenie zostało udowodnione, ale zawsze potem w rozumowaniu znajdowano jakieś luki. Tak było również w roku 1993, gdy rozwiązanie podał Andrew Wiles. Jego błędy dały się jednak naprawić i w roku 1994 ogłoszono, że problem jest rozwiązany. Fermat się nie mylił!
Ponieważ Wiles udowodnił twierdzenie skomplikowaną metodą, korzystając z faktów nieznanych za czasów Fermata, nieprawdopodobne wydaje się, by francuski prawnik rzeczywiście znał dowód. Pozostanie to jednak jego tajemnicą.
Dymitrij Iwanowicz Mendelejew (1834 - 1907)
Chemik rosyjski, zestawił okresowy układ pierwiastków chemicznych i przewidział istnienie oraz własności nieznanych jeszcze pierwiastków, odkrył i wyjaśnił zjawisko kontrakcji.
Istniej anegdota o największym odkryciu Mendelejewa. Pragnął on w jakiś sposób uporządkować wszystkie znane mu pierwiastki. Próbował i próbował i nić mu z tego nie wychodziło. Ponoć wreszcie pomógł mu przypadek. Na oddzielnych kartonikach wypisał nazwy pierwiastków. Potem kartoniki zmieszał i zaczął układać pasjans, podobnie jak to się robi zwykłymi kartami. I nagle, po którejś tam kombinacji kartoniki ułożyły się w kształt znanej nam dobrze tablicy pierwiastków.Na wszystkich portretach Mendelejewa rzuca się w oczy jego długa, nieporządna broda i chaotycznie sterczące na wszystkie strony długie włosy. Istotnie, obcinał on włosy tylko raz w roku, w końcu wiosny, przed nadejściem upałów. Miał niebieskie oczy o przenikliwym spojrzeniu. Mało dbał o dobre maniery i w stosunku do rozmówców bywał czasem wręcz grubiański. Na ogół wstawał bardzo późno, tuż przed południem, ale za to pracował do późna i kładł się zwykle dopiero o trzeciej lub czwartej nad ranem.
Mendelejew lubił w wolnych chwilach oprawiać książki, robić torby i walizki. Pewnego razu, gdy kupował na rynku potrzebne mu surowce, ktoś zapytał sprzedawcę:
- Kto to jest?
- Jak to, przecież wszyscy go znają - odpowiedział sprzedawca.
- To znany kaletnik, Mendelejew.
Kierownika jednej z wielkich wytwórni napojów alkoholowych w Rosji oskarżono o kradzież alkoholu. Brakowało bowiem sporej ilości tego trunku. Jeden z członków rodziny oskarżonego studiował chemię w Petersburgu, gdzie pracował i wykładał chemię Mendelejew. Zwrócił się więc do niego o pomoc. Właśnie przed rokiem Mendelejew ogłosił wyniki swojej wieloletniej pracy nad roztworami wodnymi alkoholu, ujawniając zjawisko kontrakcji, które polega ubytku objętości po zmieszaniu alkoholu z wodą. Sąd uznał ekspertyzę uczonego i uwolnił skazanego od dalszego więzienia.Pod koniec XX wieku w Rosji stała się głośna afera, której bohaterem był dostawca bielizny dla wojska. Nie znano wówczas jeszcze wtedy gumy i do zapinania kaleson i koszul używano guzików. Do wyboru było: drewno, rogi i cyna. Z uwagi na cenę rogi i kości odpadły, a drewno wydawało się za mało trwałe. Dlatego też zamówiono guziki cynowe i to dbając o jakość zaznaczono, że musi to być czysta cyna. Dostarczona bielizna powędrowała do licznych magazynów rozsianych po wielkim terytorium Rosji. Po roku w magazynie na dalekiej Syberii z przerażeniem stwierdzono, że zamiast guzików na bieliźnie są szczypty szarego proszku. Dostawca poszedł do więzienia, a w magazynach wojskowych nastąpiła ścisła kontrola. Guziki jak nowe znaleziono przy bieliźnie składowanej w umiarkowanym i ciepłym klimacie, natomiast na północy, gdzie panują silne mrozy znaleziono tylko szary proszek. Tym razem samo wojsko zwróciło się do wielkiego Mendelejewa z prośbą o wyjaśnienie zagadki. Wielki chemik, który w swym bogatym dorobku naukowym zajmował się też i cyną odpowiedział:
- Mamy do czynienia z ospą cynową, po prostu czysta metaliczna cyna w bardzo niskich temperaturach przechodzi w odmianę a (alfa), czyli szary proszek.